Aż ciężko uwierzyć, że tę historię napisało życie.

Najlepszy palkowski gierszał

Zaczynał jako narkoman, człowiek przegrany, niemal pożegnał się z tym światem, a jednak dokonał niemożliwego – zdobył tytuł „Double Ironmana”. Historia Jerzego Górskiego jest tak niesamowita, że aż dziwne, że dopiero teraz powstał o nim film. Tak, gość otarł się o śmierć, a sześć lat później przepłynął 7,6 kilometra, 360 kilometrów przejechał na rowerze i przebiegł kolejne 84. Nie-by-wa-łe.

Film, podobnie jak życie Górskiego, jak rollercoaster prowadzi nas od życiowej porażki do ostatecznego triumfu, przezwyciężenia wszystkich nieprzychylności losu i rzucanych kłód pod nogi. Wspaniała historia pokazana bardzo, bardzo dobrze. Trzy lata po świetnych „Bogach”, Łukasz Palkowski zrobił to jeszcze raz – nakręcił bardzo dobry biograficzny film, unikając większości pułapek, które czyhają na twórców tego typu kina.

Zdecydowanie warto wybrać się do kina na ten film i ostatecznie stwierdzić, że polskie kino jest w dobrej formie, a kolejne romantyczne pseudo-komedie tylko psują ogólny obraz (ale ok, co kto lubi). Nie dziwi mnie też nagroda publiczności na Festiwalu Filmowym w Gdyni.

Tak jak ostatnio, zamiast klasycznej recenzji w punktach przedstawiam Wam plusy i minusy „Najlepszego”.

„Najlepszy” – plusy:

  • Jakub Gierszał – niesamowita rola, jak dla mnie najlepsza w jego filmowej karierze.
  • Arkadiusz Jakubik – do jego świetnych kreacji mogliśmy się już przyzwyczaić, tym razem jako trener, ale ze swoimi wszystkimi „zagrywkami”. Niby grał kolejną postać, ale znowu dał wiele od siebie.
  • Charakteryzacja – przemiany filmowego Jerzego Górskiego były wręcz niesamowite.
  • Kot, Gajos i Woronowicz – drugoplanowe role, ale każdy dał od siebie coś ekstra.
  • Scenariusz – oczywiście, że napisało go życie, ale ile było takich historii, które twórcy koncertowo chrzanili? Tu nie ma mowy o jakichkolwiek wadach.
  • Montaż – niby to wszystko już widzieliśmy, niby kojarzy się z „Rockym”, niby… ale co z tego, skoro to doskonale działa i nadaje niesamowitego rytmu?

„Najlepszy” – minusy:

  • Patos – choć nacechowane patosem sceny były potrzebne, to momentami było ich odrobinę za dużo.
  • Przejaskrawienie – tu zawsze linia jest bardzo cienka, momentami miałem wrażenie, że twórcy poszli o krok za daleko w ćpuńsko-sportowych kreacjach, ale kolejny raz na koniec zupełnie o tym nie pamiętałem i wyszedłem z kina z jednym wielkim „wow”. Warto to jednak wypunktować.
  • Muzyka – nie była zła, ale czegoś mi brakowało. Mocne momenty były zbyt oczywiste, a tło było zbyt delikatne. Nie wpływało to jednak znacznie na odbiór „Najlepszego”.
  • I na koniec jedna sprawa – trochę szkoda, że ten film został nakręcony w Polsce. Serio, gdyby to była produkcja z lepiej postrzeganego filmowo kraju, zdobywałby nagrodę za nagrodą. Ale nic, trzeba się cieszyć, że i u nas powstają tak kapitalne produkcje.

 

Filmy oglądam dzięki Cinema City.